Sunday, June 5, 2011

Dawno nie pisałam, teraz tylko krótko. Wykorzystam to, że w tytule mojego bloga jest "from Asia". Będzie z Azji. O okrucieństwach Chińczyków w stosunku do Tybetańczyków w najlepszym z możliwych sposobów napisała Marysia Brzezińska w swoim blogu i z całego serca zachęcam Was do przeczytania jej relacji: http://www.myfinepix.pl/pl/blog/310324/291540.


Monday, March 28, 2011

Berlin jeden choć o dwóch twarzach!

Berlin. Z jednej strony dużo historii, z drugiej dużo rozrywki, z jednej strony Wschód, z drugiej Zachód.

Wycieczka do Berlina miała wieloraki charakter. Przede wszystkim chyba była potężną lekcją. Może nie mam racji, ale zaryzykuję stwierdzenie, że oto Druga Wojna Światowa zakończyła się tak naprawdę w roku 1989. Wraz z końcem zimnej wojny.

Check Point Charlie to przejście graniczne między Berlinem Wschodnim i Zachodnim, enklawa, w 1961 roku zamknięta potężnym murem. I gdyby nie happy end (względnie happy) to naprawdę czułabym niesmak patrząc jak wszyscy robią sobie zdjęcia z pozostałościami Muru i sama też bym sobie takich zdjęć nie robiła! To w tym miejscu, dawnego Check Point Charli, miałam najbardziej poruszającą lekcję historii. W latach 1961-89 przejścia do Zachodniego Berlina ze Wschodniego (nie na odwrót, bo tego nikt chciał) nie było. To się tyczyło zwykłych obywateli, posiadacze paszportów dyplomatycznych czy współpracownicy partii mogli swobodnie się poruszać między dwoma cześciami miasta. Właściwie między dwoma miastami? Terytoriami? Jednym, zarządzanym przez Rosjan, i drugim – przez Amerykanów, Brytyjczyków i Francuzów. Zwykli mieszkańcy jednak pragnęli przedostać się na drugą stronę. Do rodzin, do lepszego świata. W państwie policyjnym nie jest łatwo żyć, to samo z dala (choć fizycznie bliska!) od rodziny. Byli więc tacy, którzy uciekali na drugą stronę. Oni są opisani dziś na zorganizowanym pod turystów oczywiście terenie wokół Check Point Charlie. I tak – jednym się udało, jakoś, w walizkach przemyceni przez tych, którzy mieli możliwość poruszania się między terytoriami, w wielkich ciężarówkach, w biegu itd. Ci, którzy próbowali uciec na właśną rękę, wiele ryzykowali. Na terenie granicznym żołnierze radzieccy strzelali do każdego uciekiniera, a biegające tam psy-zabójscy ... też zabijały. Opisana jest na Check Point Charlie straszna historia młodego chłopaka, który wraz z kolegą próbował uciec na Zachód. Kolega przeżył, on nie – został postrzelony, krwawił na środku drogi, i dopiero jak się wykrwawił, zwłoki jego zostały zebrane. Wolności nie było w roku 1945. Do 1961 bardzo względna, ale to się radzieckim władzom nie podobało, i tak do 1989 w miejscu, gdzie dziś turyści wcinają kanapki ze słynną kiełbasą czyli Currywurst, kilkadziesiąt lat temu była najlepiej strzeżona granica na świecie.

Czuje się tę różnicę między Wschodem i Zachodem do dziś, bo to tak jakby być trochę w Warszawie (taki „stary“ Ursynów, na przykład) i trochę ...na Zachodzie.

A co poza lekcją historii? Dużo dobrej, różnej rozrywki! Przepięknie zagrali nam filharmonicy berlińscy, widziałyśmy dzieła najsłynniejszych malarzy świata (Gemaelde Galerie, polecam), nareszcie zobaczyłam bramę świątyni Isztar, o której TYLE się uczyłam w liceum na lekcjach historii, i zresztą wiele innych pozostałości po czasach Nabuchodonozora też (mówię o Pergamonie na tzw Wyspie Muzeów oczywiście), w ZOO spotkałam Kangury, tygrysy, pingwiny, szympansy, goryle i pandy (resztę tych stworzeń berlińskiego parku zoologicznego widziałam już w ich naturalnym środowisku, ale też miło było powspominać różne wspaniałe podróże), nie mówię już o pysznościach kulinarnych. Mama skusiła się nawet na typową kiełbaskę (to był bardzo berliński lunch w jednej z knajp imponującego Sony Center), ja nie bylam taka dzielna, ale na - także wielce lokalne - ziemniaczki opiekane się zdecydowałam. A zakupy – cóż, też były, bo jak inaczej, skoro mieszkałyśmy na samym Ku-damm czyli „najbardziej sklepowej ulicy“ Berlina...


Ponieważ świat żyje obrazkiem...
Przechodząc przez Bramę Brandemburską, czyli berliński Łuk Triumfalny.

Brama o zachodzie słońca.

W centrum Berlina jest ciekawie zaprojektowane miejsce pamięci pomordowanych na całym świecie Żydów.


Pozostałości Muru Berlińskiego, ozdobione graffiti,i i wpisami turystów też, można zobaczyć na Potzdamer Platz.


Sztuka propagandy, czyli s k ą d ś to kojarzymy...

To właśnie są te pozostałości po czasach Nabuchodonozora.



Charlottenburg i Belveder (zniszczony przez wojenne bombardowania, odbudowany po wojnie), i piękne ogrody, w stylu angielskim, "nieuporządkowane", i francuskim, eleganckie bardzo - czyli kolejna kopia Wersalu.



Nie jestem dziecko z Dworca ZOO!
Stars in the mirror ;))

Monday, February 28, 2011

co ma Fujifilm do Bohaterów ostatniej Nocy

Przemówili.

Great movie, the Night's winner and my fave Natalie.

Ale to już wiecie. a tylko dodam, że oba filmy-zwycięzcy (Black Swan i King's Speech) były kręcone na taśmach Fujifilm. Brawo... :)

Wednesday, February 23, 2011

-15*C > real killer!!!!!

Zawsze RIO kojarzyłam z cudnym miastem gdzieś w pokrytej bananami Brazylii. Tymczasem RIO to Regionalna Izba Obrachunkowa i już nie wiem, czy tak lubię te zajęcia na Prawie...

Warszawo! Wyjeżdżaj na ferie częściej. Jak nie ma korków to lubię.

Na razie tyle, pa :)

Saturday, January 29, 2011

w rzeczywistości jest zimno

To zdecydowanie jakiś szatan wymyślił zimę. Właśnie wróciłam z czterokilometrowego spaceru z Morisem i teraz pozostało nam już tylko resztę dnia odmarzać. Miała już być wiosna, bazie i tulipany sprzedawali, a tymczasem mrozy w najlepsze. To ja palmę wklejam i wycieczki w ciepłe szukam.
O tak, plamy daktylowe, leżaczek, żyć nie... zamarzać - rzec by się chciało..............


A tymczasem rzeczywistość jest jaka jest. W telewizji tylko słyszymy, że wojna domowa w ukochanym przez Polaków Egipcie się odbywa i jest coraz bardziej krwawa, że Kaczyński się upiera, że co złego to nie my i to Rosjanie rozbili nam samolot, że Małysz upadł podczas zawodów w Zakopanem (i to też zapewne sprawa Tuska lub Putina), a Facebook wcale nie jest taki silny, bo jak 40 tysięcy ludzi popiera "dzień bez Smoleńska" to aplikację wykasowują. I mit o mocy portali społecznościowych jakby podupada. Wiadomo, że Facebook to nie jest drugi świat, nie rządzi się takimi samymi prawami, ale to szkoda, że w 'realu' nie można nacisnąć 'usuń', tylko się trzeba bardziej postarać, żeby, no na przykład, pewne historie w życiu zakończyć. Co jeszcze wyczytujemy z portali informacyjnych? Że na Mistrzostwach Europy w łyżwiarstwie figurowym wśród par sportowych zwyciężają Niemcy. Hm - ona nazywa się Savchenko, a on jest czarnoskóry... żeby to chociaż Turek... I znów się gubimy i nie rozumiemy. I co jeszcze się dzieje? Pojawia się na wspomnianym Facebooku bardzo mądre zdanie, które można polubić nawet. I inni też mogą to polubić i już wiemy, kto ma takie same poglądy na życie. A zdanie brzmi tak: 'The awkward moment when a t.v series finishes and you don't know what to do with your life.' To ja wiem co zrobię z życiem. Zrobię śniadanie i włączę odcinek 'Sex and the City'.

Monday, January 3, 2011

Co ma kozak do szpilki.

Na ulicach jest teraz ślisko. Poza tym jest czas imprez. Christmas parties, sylwestrowa balanga - to za nami, karnawał trwa, bale przebierane i "klasyczne" - przed nami. Klasyczne czyli zakładamy małą czarną, błyszczącą kolię i szpilki. I wracamy do pierwszego zdania - jest ślisko. To trzeba być prawdziwym kozakiem, żeby chodzić po oblodzonej ulicy w szpilkach. Kobitki - jesteśmy prawdziwymi koza(cz)kami.

Pozdrawiam i wzdycham do... ;)

Jimmy Choo oczywiście.

Sunday, January 2, 2011

Nowy Rok, już 2011.

W Gazecie Wyborczej w piątek życzyli przyjaźni polsko-polskiej. To ja zdecydowanie się podpisuję pod tymi życzeniami. Takiej przyjaźni na dużą skalę (polityka, wielki świat, itp.) i na małą, rodzinną, intymną. Pokoju, miłości, wielkiego serca - czyli tego, co każda miss świata życzy, życzę ja Wam, choć do takiego statusu bardzo mi daleko.